GKS rozbity w katowickim Spodku

  • PlusLiga
  • faza zasadnicza
  • kolejka 9
GKS Katowice ZAKSA Kędzierzyn-Koźle TV: Polsat Sport
0:3
14:25 16:25 13:25

Mistrzowie Polski nie dali najmniejszych szans rywalom. Z Katowic ZAKSA Kędzierzyn-Koźle wraca z kompletem punktów. Dominację ZAKSY w spotkaniu potwierdziła nie tylko wygrana 3:0, ale również rozmiar zwycięstw w poszczególnych setach.

Spotkanie znakomicie rozpoczęli siatkarze ZAKSY, dla naszego zespołu nie było straconych piłek. W kontratakach podopieczni Andrei Gardiniego wykorzystywali niemal wszystkie szanse. W początkowej fazie seta najczęściej punktował Sam Deroo, w zagraniach z sytuacyjnych piłek uaktywnił się też Maurice Torres i przy stanie 2:6 Piotr Gruszka zdecydował się przerwać grę. Pojedyncze punkty na koncie GKS-u zapisywał Gonzalo Quiroga, katowiczanie częściej jednak zdobywali punkty po błędach mistrzów Polski niż skutecznych akcjach własnych. Kolejną serię punktową dały nam: atak Rafała Szymury i seria bloków ZAKSY. I tak przy stanie 3:11 trener gospodarzy ponownie musiał interweniować. Katowiczan uratowały nieco ataki Sobańskiego i zagrywki Kalembki (7:13), jednak wciąż to ZAKSA kontrolowała sytuację. Na skuteczność naszego zespołu składały się nie tylko zagrania ze skrzydeł, na środku siatki brylował Mateusz Bieniek, w zagraniach z drugiej linii nie mylił się Sam Deroo i ZAKSA pewnie zmierzała do końca seta. W końcówce partii utrzymywała się dziesięciopunktowa zaliczka naszej drużyny (10:19). W tej partii gospodarze nie byli w stanie ugrać zbyt wiele, swoje noty poprawili jeszcze Deroo, kończąc seta asem serwisowym (14:25).

_MG_0065

Kolejną partię celnym zagraniem z lewego skrzydła otworzył Rafał Szymura. Ten fragment meczu, przynajmniej początkowo, był nieco bardziej wyrównany, wyciągając wnioski z partii premierowej miejscowi nie pozwolili naszej drużynie zbudować tak wysokiej przewagi (4:4). Przy utrzymującej się grze punkt za punkt o krok dalej była ZAKSA. Pierwszą serię punktową zanotowaliśmy przy zagrywce Benjamina Toniuttiego. Nasz kapitan skutecznie utrudnił rywalom rozegranie, pierwszą reakcją Piotra Gruszki było wprowadzenie do gry Macieja Fijałka, chwilę później trener GKS-u zdecydował się skorzystać z przerwy na żądanie. Żaden z manewrów nie przyniósł oczekiwanych rezultatów, wykorzystując potknięcia rywali mistrzowie Polski zbudowali czteropunktową zaliczkę (8:12). Katowiczanie wyraźnie opadli z sił, czego nie można było powiedzieć o naszym atakującym. Maurice Torres zwiększył prowadzenie ZAKSY -15:8. Ani rotacje w składzie, ani kolejne przerwy, o które prosił Pior Gruszka nie wybiły z rytmu ZAKSY (13:20). Podobnie jak w odsłonie premierowej równie z w tym secie skutecznie blok rywali obijał Maurice Torres i prowadziliśmy w końcówce 22:14.W tej partii katowiczanie niewiele mogli już zdziałać. Utrzymując przewagę na siatce mistrz Polski wygrał tę partię 25:16.

Trzeci set już od pierwszych akcji pokazał, że dziesięciominutowa przerwa nie zdekoncentrowała mistrzów Polski. Zagrania Maurice’a Torresa i Rafała Szymury miały odzwierciedlenie na tablicy wyników (3:6). Katowiczanie zniwelowali nieco dystans, jednak zapędy rywali efektownym zagraniem ze środka stłumił Mateusz Bieniek. Naszej drużynie wychodziło praktycznie wszystko, blok GKS-u nie był przeszkodą dla podopiecznych Andrei Gardiniego. Pewnie w ataku prezentował się Maurice Torres, podobnie jak w drugiej partii serwis Benjamina Toniuttiego dał ZAKSIE kolejne kontrataki. Seria punktowa mistrzów Polski zakończyła się przy stanie 6:13, przy dłuższych wymianach mogliśmy zobaczyć efektowne zagrania ze środka, skuteczne bloki czy ataki z sytuacyjnych piłek. Sytuację swojego zespołu próbował jeszcze ratować Gonzalo Quiroga, jednak nawet as serwisowy Argentyńczyka nie był w stanie odwrócić losów seta (10:17). Kolejne zagrania Karola Butryna dawały co prawda nadzieję naszym rywalom, jednak czujna gra na siatce i kolejne bloki w wykonaniu duetu Torres/Toniutti zrobiły swoje. Kropkę nad „i” postawił Sam Deroo (13:25).

MVP spotkania wybrany został Benjamin Toniutti.

GKS Katowice – ZAKSA Kędzierzyn-Koźle 0:3
(14:25, 16:25, 13:25 )